Home Wiadomości Czy zdrowie zależy od szczęścia

Czy zdrowie zależy od szczęścia

Autor: dr n.med. Anna Słowikowska, kardiolog, autorka książki i edukacyjnego fanpejdża
https://atspublishing.com/
https://www.facebook.com/sercewdobrymstylu

Chciałam się z Wami podzielić spostrzeżeniami z mojego spotkania autorskiego, które odbyło się 2 lipca w księgarni Współczesna w Mrągowie. Może pamiętacie, że jestem autorką książki „Serce w dobrym stylu. Jak świadomie zarządzać swoim zdrowiem[1] . Spotkanie zostało zorganizowane dosyć spontanicznie przy okazji bardzo ważnego, charytatywnego koncertu Fundacji dla Transplantacji (https://dlatransplantacji.pl)[2]  we współpracy z Poltransplantem.[3] 

Cel koncertu był wyjątkowy – zwiększenie świadomości na temat transplantacji. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży biletów-cegiełek przyczynią się do zakupu specjalnego urządzenia, które pozwala wydłużyć czas przechowywania serca pobranego od dawcy do momentu transplantacji, czyli wszycia go do klatki piersiowej biorcy. O ile można wydłużyć ten czas? Z 4 do 12 godzin. To naprawdę robi różnicę. Cztery godziny na transport to nie jest dużo. Owszem, korzysta się helikopterów, ale czasami przy złej pogodzie walka z czasem bywa heroiczna. 


Poza tym nie chodzi tylko o sam czas, chociaż jest on szalenie ważny. Pobrane serce, umieszczone w takim urządzeniu, można odpowiednio zbadać, ocenić. Po co? Aby móc je dopasować do właściwego biorcy, żeby tego organu nie zmarnować. Pobrane serce jest przecież zawsze darem czyjegoś serca. Kogoś, kto jeszcze za życia zdecydował, że jeśli znajdzie się w sytuacji potencjalnego dawcy, to chce nim zostać. Skoro własne życie bezpowrotnie kończy swój bieg, to dlaczego nie podarować komuś swoich organów? A czy wiecie, że świadomość transplantacyjna jest nadal niska, pomimo wielkiego wysiłku wielu ludzi, w tym zaangażowania pracowników Poltransplantu? Okazuje się, że 75% osób w Polsce nigdy nie zastanawiało się, czy chciałoby potencjalnie zostać dawcą. Kiepsko, co?

Wracamy do spotkania autorskiego w księgarni. Aura nam nie sprzyjała. Nagłe załamanie pogody zatrzymało wiele osób w sobotnie przedpołudnie w domach. Ale mimo wszystko do księgarni przybyła grupa osób, której zależało, aby porozmawiać o sercu, zdrowiu i życiu. Była to też okazja, by uzyskać dedykację w książce „Serce w dobrym stylu. Jak świadomie zarządzać swoim zdrowiem”. Jest sprzedawana poprzez e-commerce, ale wyjątkowo była do zdobycia w księgarni w Mrągowie.

To był wspaniały czas. Cudowni rozmówcy i interesujące dialogi. Zawsze z uwagą wysłuchuję głosów krytycznych. Nie wszyscy byli przekonani, że można mieć wpływ na własne zdrowie. Otóż od jednej z osób usłyszałam, że zdrowie zależy od szczęścia i losu. Jako dowód przytoczona została historia zasłyszana w medycznym programie związanym z analizą sekcji zwłok. Pewien dwudziestolatek zmarł nagle, jadąc rowerem. Nic nie zapowiadało tej tragedii. Był wysportowany, zawsze dobrze się czuł. Aby wyjaśnić przyczynę zgonu, wykonano sekcję, której wynik był jednoznaczny. To pęknięcie aorty było powodem śmierci. Konkluzja specjalistów medycyny sądowej, prowadzących program, podobno była taka:chłopak zginął, bo nie miał szczęścia.

 Mój rozmówca nie podał kilku istotnych szczegółów, czyli kiedy oglądał program, ani kiedy został on wyprodukowany – a to są najważniejsze informacje. W świetle dzisiejszych wytycznych Polskiego i Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz zdobyczy genetyki na sprawę należy popatrzeć inaczej. Ten młody człowiek być może nie musiał zakończyć swojego życia przedwcześnie. Z przytoczonej historii dwudziestolatka nie wiemy też, czy w jego rodzinie występowały wczesne zgony sercowo-naczyniowe. Jeśli tak, to według współczesnych zaleceń powinien mieć wykonane badania genetyczne. Gdyby się potwierdziły konkretne mutacje, to miałby szansę na leczenie chirurgiczne, czyli wymianę aorty na protezę i szanse na dalsze życie. Istnieją takie choroby tkanki łącznej, które predysponują do poszerzania się tętnic i różnych komplikacji. Niektórym z nich można zabiegać. Nowoczesna profilaktyka chorób polega na tym, że nikt nie czeka na objawy. Można skorzystać nawet ze zdobyczy diagnostyki genetycznej i wdrożyć leczenie odpowiednio wcześniej, tak aby zapobiec tragicznym zdarzeniom.

Nie wiem, czy pamiętacie głośną historię Angeliny Jolie, która poddała się świadomie amputacji obydwu piersi, ale również jajników, ponieważ w jej rodzinie kobiety umierały przedwcześnie z powodu raka. Aktorka wykonała szczegółowe badania genetyczne i zdecydowała się na taki krok, aby nie osierocić swoich dzieci. Ryzyko raka piersi w jej przypadku wynosiło ok. 87%. To bardzo dużo. Nie chciała powtarzać rodzinnych tragicznych historii. Być może ktoś z Was przypomina sobie, jak skrajne opinie formułowano na temat jej decyzji, zwłaszcza niektórzy mężczyźni. Dla aktorki były one bez znaczenia. Każdy ma prawo do zarządzania własnym zdrowiem i podejmowania decyzji w oparciu o aktualną wiedzę i doświadczenie lekarzy. Dla Angeliny najważniejsze było jej zdrowie i przyszłość dzieci. Nie chciała zdawać się na los ani szczęście.


atspublishing.com

Poltransplant

Pokaż więcej powiązanych artykułów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także

Szanujmy NFZ i to co mamy

Czas na odrobinę publicystyki. Jako lekarz miałem okazję pracować poza Polską. Jedna z wie…