Home Wiadomości Czy potrzebujemy medycyny spersonalizowanej

Czy potrzebujemy medycyny spersonalizowanej

Autor: dr n.med. Anna Słowikowska, kardiolog, autorka książki i edukacyjnego fanpejdża
https://atspublishing.com/
https://www.facebook.com/sercewdobrymstylu

Czy zdarzyło się Wam kiedyś pomyśleć, że lekarz do którego udaliście się po poradę medyczną, najzwyczajniej w świecie nie „trafił z leczeniem”? 

Jestem pewna, że wielu odpowie na to pytanie twierdząco. 

Prześledźcie proszę ze mną prosty przykład. To ważne.

Jest taka grupa leków stosowanych w nadciśnieniu tętniczym, która nazywa się inhibitory enzymu konwertującego angiotensynę w skrócie, z ang. ACEI. Bardzo dobre leki, o udowodnionym od lat pozytywnym wpływie na serce i tętnice. Nikt w świecie medycznym nie kwestionuje faktu, że są bardzo korzystne. Ale…. Tak, jest jedno „ale”. Leki z tej grupy u niektórych osób powodują kaszel. To wynika z mechanizmu działania leków. Wg statystyk kaszel pojawia się u ok 10-20% przyjmujących ACEI, więc pomimo korzystnego wpływu na serce i naczynia krwionośne trzeba wtedy zrezygnować z takiej terapii, bo nie da się żyć z męczącym, suchym kaszlem. Szczęśliwie, są inne grupy leków do dyspozycji.

No ale co sobie myśli pacjent, który otrzymał taki lek i zaczął kaszleć? Ktoś może pomyśleć, że „złapał” infekcję wirusową (może SARS – CoV2?), a ktoś inny, że dobrze wiedział, że leczenie nadciśnienia nie ma sensu, bo nadciśnienie go nie bolało, nic się nie działo, a z uporczywym kaszlem funkcjonować się nie da. Łatwo wyciągnąć wtedy wniosek, że nie ma co leczyć nadciśnienia, skoro leki zlecone przez lekarza są uciążliwe. No i część pacjentów odstawia sobie lek, nie wracając nawet do lekarza aby zgłosić problem kaszlu. Lek odstawiony, kaszlu nie ma, problemu nie ma. 

Sprawa doraźnie rozwiązana. No właśnie, doraźnie! Takie myślenie jest krótkowzroczne, bo nieleczone nadciśnienie doprowadza do szeregu powikłań. W zależności od stopnia nadciśnienia powikłania pojawią się szybciej lub później. W każdym razie ryzyko sercowo – naczyniowe rośnie, rośnie prawdopodobieństwo uszkodzenia nerek, choroby wieńcowej, udaru, miażdżycy tętnic kończyn dolnych również. Ale taką wiedzę trzeba mieć, aby podejmować racjonalne działania.

Dlatego tak bardzo podkreślam, i wręcz stało się to moją misją, że podstawą zdrowych społeczeństw jest wysoka świadomość zdrowotna. Świadomość tego, że nadciśnienie jest bardzo niekorzystne dla zdrowia, nakazałaby osobie z kaszlem powrócić do lekarza i powiedzieć o problemie. Niestety wielu z nas, mimo XXI wieku nadal tkwi w świadomości „jaskiniowej” – to taki wymyślony przeze mnie synonim niskiej świadomości zdrowotnej. Dlaczego używam tego określenia? Jest bardzo obrazowe i w mojej ocenie doskonale naświetla problem. W czasach gdy ludzie żyli w jaskiniach i o procesach toczących się w organizmie wiedzieli bardzo niewiele, niewiele też mogli zdziałać dla poprawy swojego stanu zdrowia. Na pewno unikali trujących roślin, spotkania z drapieżnikiem itp. 

Świadomość zdrowotna powinna być pochodną aktualnego stanu wiedzy na temat zdrowia. Ale niestety, stało się coś mało dobrego. Chociaż my, ludzie żyjący współcześnie o sercu, tętnicach i nadciśnieniu możemy wiedzieć znacznie więcej niż nasi przodkowie, wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki, to świadomość na ten temat wielu z nas pozostała na poziomie jaskiniowym. Czy to nie przygnębiające, że 3,5 mln osób w Polsce nadal nie wie, że choruje na nadciśnienie? Do postawienia diagnozy potrzebne jest małe urządzenie za około 100 zł, dostępne wszędzie. Badanie nie boli. Nie trzeba nawet kupować ciśnieniomierza, można skorzystać z niego w każdej placówce medycznej. Po drugie nadciśnienie potrafimy  skutecznie leczyć, a rezygnując z leczenia doprowadzamy do osobistych tragedii takich jak np. udar mózgu. Tragedią współczesnego świata jest to, że wzrasta ilość osób z chorobą wieńcową, niewydolnością serca, co po części wynika z ignorowania nadciśnienia a rodzi to konkretne, negatywne skutki finansowe. Leczenie naprawcze jest zawsze bardzo kosztowne. 

Po co o tym wszystkim napisałam?

Aby uczulić Was i zachęcić do rozwijania osobistej świadomości zdrowotnej, bo zawsze lepiej być zdrowszym i z większą ilością pieniędzy niż cierpieć na brak zdrowia i pieniędzy. Im wyższa świadomość tym większa szansa na dłuższe życie w sprawności, bez chorób.

A o co chodzi z tą medycyną spersonalizowaną?

Cały świat medyczny szuka narzędzi aby móc łatwiej dopasować konkretną terapię do konkretnego człowieka. Wszyscy różnimy się genetycznie od siebie, co oznacza, że chociaż należymy do jednego gatunku homo sapiens to każdy z nas trochę inaczej metabolizuje leki. I póki co nie można przewidzieć u kogo dojdzie do kaszlu po zażyciu leków z grupy inhibitorów konwertazy angiotensyny a u kogo nie. Chociaż genetyka i tak bardzo pomaga w dobieraniu leków, np. przeciwnowotworowych. Konkretne mutacje są wskazaniem lub przeciwwskazaniem do określonych terapii. A chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że leki stosowane w onkologii mają duży potencjał toksyczny, muszą być stosowane z zachowaniem szczególnej ostrożności.

Więc jeśli po przyjęciu jakiegoś leku macie wątpliwości co do wywieranych przez niego efektów – pytajcie! Macie do tego pełne prawo. Wielokrotnie okazuje się, że w razie wystąpienia działań niepożądanych zamienienie jednego leku na inny nie jest żadnym problemem. I trzymajcie kciuki za rozwój medycyny spersonalizowanej. Wkrótce więcej na ten temat w kolejnych felietonach.

Pokaż więcej powiązanych artykułów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także

Szanujmy NFZ i to co mamy

Czas na odrobinę publicystyki. Jako lekarz miałem okazję pracować poza Polską. Jedna z wie…