Home Nadciśnienie Leczenie Czego nie mówią lekarze – walka o pacjentów

Czego nie mówią lekarze – walka o pacjentów

Ten prowokacyjny tytuł odnosi się oczywiście do pojawiających się w przestrzeni publicznej publikacji, opinii, jakoby to lekarze ukrywali przed pacjentami skuteczniejsze, naturalne formy terapii, będąc bezwiednymi narzędziami w rekach firm farmaceutycznych.

Ostatnio w ten sposób został zaatakowany przez Jerzego Ziębę Pan Profesor Krzysztof Filipiak, któremu zarzucono opowiadanie bzdur na temat zarówno hipercholesterolemii jak i nadciśnienia tętniczego. Padł m.in zarzut, że Pan Profesor utrzymując, że nadciśnienie tętnicze jest chorobą nieuleczalną, wprowadza pacjentów w błąd.

Nie odniosę się bezpośrednio do absurdów kierowanych pod adresem profesora Filipiaka – bo szkoda tego komentować. Szkoda czasu na osoby, które wprowadzają do przestrzeni publicznej informacje opakowane w sposób, który szkodzi pacjentom.

Natomiast w tym wpisie pozwolę sobie na kilka uwag, w których chciałbym naszym Czytelnikom zwrócić uwagę w jaki sposób bronić się przed manipulacjami w sieci. Oraz jak to się dzieje, że medycyna coraz częściej przegrywa z pseudo-alternatywnymi terapiami.

Po pierwsze – operujemy na polu zdrowia. Mimo wieków trafnych spostrzeżeń i powszechnego przekonania o konieczności dbania o zdrowie, ze znaczenia zdrowia zdajemy sobie sprawę często zbyt późno, kiedy dochodzi już faktycznie do choroby. Wtedy nagle zaczynamy sobie zdawać sprawę z wagi zdrowia. A wartość zdrowia, zwłaszcza w perspektywie jego szybkiej, nieodwracalnej utraty, rośnie dramatycznie – jesteśmy gotowi wydać nie tylko wszystkie pieniądze, ale i „kupić” każdą „prawdę”, która da choć cień szansy poprawy.

Po drugie – we współczesnym świecie, szybkich rozwiązań, propagandy sukcesu, nastawienia na sukces, wyeliminowania cierpienia jako naturalnej części życia, oczekujemy takich właśnie rozwiązań od medycyny. Oczekujemy nie tylko sytuacji zero-jedynkowych, ale oczekujemy, że medycyna pomoże zawsze i szybko. Tymczasem jest to podstawowy błąd. Przypominam, z punktu widzenia farmakoterapii – zaledwie kilka procent leków jakimi dysponujemy rzeczywiście prowadzi do wyleczenia choroby i najczęściej chodzi tu o choroby infekcyjne. Tymczasem większość chorób cywilizacyjnych, to choroby których nie umiemy dosłownie wyleczyć – tzn. nie mamy leku, który podajemy kilka dni i po tych kilku dniach choroba ustępuje W przypadku tych chorób leki modyfikują przebieg choroby, zmniejszając ryzyko zaostrzenia choroby i jej progresji, ale nie eliminując ich całkowicie. Zapominamy o tym często. Sam proces leczenia też trwa i towarzyszą mu różne etapy i nie zawsze przynosi pełne przywrócenie stanu zdrowia.

Po trzecie – kryzys autorytetów, kryzys obiegu informacji. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych wydawało się, że nadejście internetu wraz w powszechnym dostępem do informacji oznaczać będzie dla ludzkości początek ery prawdziwej wolności. Informacja (zaznaczam, informacja jest czymś innym od wiedzy), powszechnie dostępna, nielimitowana, nieukrywana, dla każdego, oznaczać miała nowy etap wyzwolenia nas spod jarzma manipulacji. Niestety sama informacja, bez możliwości jej weryfikacji w oparciu o własny aparat wiedzy, albo bez możliwości konfrontacji jej z niezależnymi interpretacjami, może stać się przyczyną sprowadzania nas na manowce. Dobrym przykładem, oczywiście skrajnym, są np. dostępne w internecie filmy przekonujące widzów o tym jakoby ziemia była płaska. W tym świecie powszechnego dostępu do informacji, którą pochopnie nazywa się wiedzą, zostaliśmy skuszeni do zakwestionowania wszelkich autorytetów; w rzeczywistości na gruncie propagandy ustawicznego rozwoju osobistego, zachęca się nas do wejścia w rolę ostatecznego arbitra i nieufności wobec autorytetów. Tkanka społeczna cierpi – postawiony ponad wszystko indywidualizm nie tylko podkopuje zaufanie do drugiego człowieka, ale wprowadza nas też w pozornie komfortowy stan nieomylności.

Po czwarte – nakłada się na to wszystko problem/kryzys organizacyjny systemu opieki zdrowotnej. Wpuszczenie idei „prostego” kapitalizmu do systemu, narracji o tym, że szpitale mają zarabiać, a nie po prostu się bilansować, odwrócenie drabiny płac (praca przez godzinę w systemie prywatnym często, w bardziej komfortowych warunkach, równa się czasem całodniowej pracy w o wiele cięższych warunkach szpitalnych), wprowadzenie i eskalacja aktywności prawników na rynku usług medycznych, pchają lekarzy poza szpitale, w kierunku mniej ryzykownych sytuacji klinicznych. Skoro ma działać rynek, to lekarze, ale i inny personel podejmują decyzje rynkowe – idą tam, gdzie jest łatwiej i organizacyjnie, i finansowo, i bezpieczniej pod względem prawnym. Niestety, jak pisał Viktor Frankl – tam gdzie nie ma 10 przykazań bożych, tam muszą być setki paragrafów. Pojawia się mechanizm paraliżowania działania lekarzy, którzy podejmują decyzje kierując się potencjalnymi konsekwencjami prawnymi. A jeśli do tego dojdzie strach, konsekwencje są fatalne – nie liczy się pacjent, tylko tzw. bezpieczeństwo prawne. Pacjenci, którym powtarza się o gwarancji bezpłatnego dostępu do systemu opieki zdrowotnej, widząc te zachowania, tracą wiarę w uczciwość i sens tego systemu. Wzajemna nieufność, czy nawet wrogość, pogłębia się.

Oczywiście do tego można dodać złożone mechanizmy psychologiczne dotyczące percepcji, wpływu społecznego, manipulacji i mamy gotowy kocioł, w którym funkcjonujemy dziś jako pacjenci, lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni i inni specjaliści.

Obietnica

Kiedy współczesna medycyna jest bezradna wobec stanu pacjenta, albo kiedy nie wpisuje się w zero-jedynkowe oczekiwania pacjenta oczekującego efektu tu i teraz, natychmiast, stuprocentowo, pojawiają się cuda głoszący cudotwórcy. Ich proste rozwiązania wpisują się nie tylko w oczekiwania pacjentów, ale bazując na mechanizmach manipulacji, umiejętnie podnoszą nadzieję na wyzdrowienie, przypisując jakąkolwiek potencjalną porażkę niedoskonałości stosowanych już działań medycznych. Jeśli usłyszysz, że zostało Ci kilka chwil życia, w akcie rozpaczy będziesz szukać wszelkich alternatyw – im więcej wokół nich aury tajemniczości, aury opresji ze strony tzw. medycyny konwencjonalnej, tym lepiej. W takich sytuacjach obietnica sama w sobie ma wielką wartość; im większą iluzję roztoczy w sytuacji rozpaczy, tym lepiej.

„Głupi, skorumpowani lekarze”

„Idioci”, „nieuki”, „skorumpowani przez bigpharma”, „siedzą w kieszeniach firm”, „nie leczą tylko zarabiają” – to niektóre z cytatów dostępnych online, które mają przekonać naszych pacjentów, że nie staramy się leczyć, a tylko bezmyślnie realizujemy tzw. wytyczne medyczne, oczywiście współtworzone przez firmy farmaceutyczne. A jedynym celem są korzyści finansowe, dla których pacjent i jego zdrowie to tylko i wyłącznie narzędzia.

Ale na szczęście są sprawiedliwi, przenikliwi, nieskorumpowani, skupieni nie na studiowaniu badań klinicznych opartych na modelu medycyny opartej na dowodach, a na studiowaniu „starożytnej”, jakiej to jeszcze, „chińskiej”, alternatywnej itp. medycyny, która zna oczywiście odpowiedzi na większość pytań; mało tego pomoże w prosty sposób każdemu niemalże pacjentowi, ale ze względu na zazdrość koncernów farmaceutycznych o zyski, jest dławiona w zarodku, prześladowana, wyśmiewana, sprowadzona do podziemia. Ale są ludzie odważni, którzy rzucają wyzwanie systemowi i walczą o pacjentów niosąc zdrowie – tylko jakoś nie poprawiają istotnie sytuacji zdrowotnej. Wiem, wiem – nie puszczamy ich. Gdybyśmy tylko to zrobili, to … bylibyśmy w raju.

Pisaliśmy wielokrotnie na łamach Akademii Pacjenta, o medycznych danych wskazujących na znaczenie modyfikacji stylu życia, o znaczeniu diety, aktywności fizycznej. I wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że z racji specyfiki medycyny i charakteru pracy lekarzy, nie zajmujemy się tymi zagadnieniami na co dzień – co nie znaczy, że ich nie doceniamy, albo nie akceptujemy. Mało tego – w przypadku kardiologii stanowią one podstawę większości zaleceń dotyczących terapii chorób przewlekłych. Ale nasza rola, i słusznie, polega na odwołaniu się także, i przede wszystkim, do nowoczesnej diagnostyki a także leczenia farmakologicznego i inwazyjnego. Dopiero to wszystko razem współgrać może na korzyść pacjenta.

Nie ma naszej zgody na hurtowe oczernianie lekarzy i współczesnej wiedzy medycznej, na dawanie pacjentom fałszywej nadziei, na sprowadzanie skomplikowanych relacji patofizjologicznych do jednowymiarowych, „prostych” rozwiązań, na opluwanie przedstawicieli naszego zawodu i sugerowanie korupcji przedstawicielom naszego zawodu.

Jako kardiolog interwencyjny powiem tak – wszyscy zdolni, wyedukowani „cudotwórcy” – skończenie dla was medycyny to pestka. Zapraszam potem do izby przyjęć już jako lekarzy, tzw. „holistycznych”, nie wiem jak was nazwać. Zapraszam do niesienia skutecznej pomocy pacjentom z zawałami serca, udarami mózgu, pękniętymi tętniakami, zatorowością płucną itd. A zwolennikom tychże cudotwórców proponuję, tak tylko jako zabawę intelektualną – co wybierzecie w powyższych sytuacjach? – cudotwórców, witaminy, czy może jednak izbę przyjęć?

Pokaż więcej powiązanych artykułów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także

Nowy lek na nadciśnienie

Odsłuchaj nasz wpis Nadciśnienie dotyka milionów Polaków; poza zmianą stylu życia obejmują…