Home Wiadomości Dlaczego lekarze przepisują na nadciśnienie recepty na leki a nie na sok z buraka?

Dlaczego lekarze przepisują na nadciśnienie recepty na leki a nie na sok z buraka?

Pozornie bezsensowne pytanie, ale nie sposób pochylić się nad nim po wszystkim co przelewa się w mediach społecznościowych w kontekście szczepionek/szczypawek i przelać trochę na “cyfrowy papier” jako podsumowanie kolejnego trudnego roku.

Całkiem niedawno mieliśmy okazję porozmawiać z Michalem Siewierskim autorem filmów poruszających zagadnienie diety opartej na roślinności i jej wpływu na zdrowie czy na środowisko. Ten wywiad to także kontynuacja rozmowy z Panią Europoseł Sylwią Spurek o weganizmie. W zasadzie to nie rozmawiamy o niczym nowym – od dawna wiadomo, że generalnie zdrowy styl życia wpływa korzystnie na zdrowie. I to zarówno na etapie profilaktyki pierwotnej, jak i na etapie profilaktyki wtórnej. Kropka. Tyle tylko, że nic nie dzieje się samo. Od początku funkcjonowania portalu Akademia Pacjenta promujemy hasło “Zdrowie to praca”, bo tak rzeczywiście jest. Odpowiedni styl życia to po prostu praca. Praca na którą trzeba mieć czas, umiejętności, motywację itd.

Dlatego nic nie wyprowadza mnie bardziej z równowagi jak chmary komentarzy w sieci typu “konowały nie potrafią nic poza pisaniem leków” (pomijam już komentarze dotyczące tego w czyjej kieszeni siedzimy…). A przecież, jak twierdzą promotorzy naturalnej medycyny “wystarczy tylko zmienić dietę” albo “oczyścić nerki” lub “pić sok z buraka” by rozwiązać wszelkie problemy nadciśnieniowe. Po co leki, po co ta chemia, która wcale nie pomaga. O ile jeszcze przymknę oko jeśli autorami wpisów są osoby niezwiązane na co dzień z systemem ochrony zdrowia, to naprawdę wyprowadzają mnie z równowagi opinie wygłaszane przez niektórych dietetyków. Pól biedy jeśli mówią “niestety nie wszyscy lekarze zalecają zmianę stylu życia”, albo “lekarze zapominają w ogóle o znaczeniu zdrowej diety w leczeniu nadciśnienia”. To pokazuje niestety, że dogmatyczne podziały polityczne i brak pragmatyzmu w życiu publicznym rozlewa się na inne obszary życia.

Nie umiemy mówić o medycynie umysłu i ciała, opartej na faktach, otwartej na różne formy oddziaływań terapeutycznych, łączącej spersonalizowane podejście skoncentrowane na pacjenci grupy różnych specjalistów. Fakt – brzmi to bardzo idealistycznie, ale nawet w naszych warunkach jest możliwe tyle tylko, że trzeba chcieć mieć świadomość i rozmawiać o tym i próbować implementować to w praktyce.

A teraz, już nie przedłużając, pozwólcie że wyjaśnię niektórym dietetykom i innym szafarzom naturalnej medycyny dlaczego w większości przypadków przepisuję i będę przepisywał pacjentom leki na nadciśnienie, a nie sok z buraka.

Po pierwsze – zmiana diety na stałe to warunek bezwzględny i konieczny na każdym etapie leczenia każdej choroby. A odpowiednia dieta ma kolosalne znaczenie w utrzymaniu zdrowia. Dieta nie wyklucza farmakoterapii i odwrotnie. Wie to każdy lekarz i wie to to każdy pacjent.

Po drugie – można doprowadzić do skutecznej kontroli niefarmakologicznej nadciśnienia zwłaszcza wtedy, gdy związane jest ono z nadwagą czy otyłością. Wówczas każdy program redukcji masy ciała przynosi poprawę, a efekty hipotensyjne różnych pokarmów się nie kumulują – nie jest tak, że jak połączysz sok z buraka, melona i coś jeszcze otrzymasz efekt hipotensyjny na poziomie 15 mmHg. Redukcja masy ciała uwalnia od nadciśnienia; jeśli dodasz do tego aktywność fizyczną – jesteś w domu.

Po trzecie – pacjenci często nie mają izolowanego nadciśnienia. Mają choroby współistniejące i stosowanie leków chroni tych ludzi przed progresją tych chorób czy ich negatywnym wpływem na układ sercowo-naczyniowy. I te efekty farmakoterapii nie mają swoich odpowiedników w diecie. Jeśli np. nie wiem o pokarmie, który tak skutecznie poprawi frakcję wyrzutową w niewydolności serca jak sakubitryl/walsakor to proszę mi powiedzieć!

Po czwarte – i tu uwaga dietetycy wytykający/krytykujący – pacjenci nie mają czasu na zmiany! A często i siły!!! Tak. Ludzie często nie mają ani czasu, ani takich zasobów jak wiedza czy pieniądze, żeby zmieniać swój styl życia. Wielu pacjentów z jakimi się spotkałem to ludzie ciężko pracujący w tym systemie po to, żeby przeżyć, żeby związać koniec z końcem. Od rana do świtu, od poniedziałku do niedzieli, pracujący na trzech etatach plus na etacie domowym. Zaniedbujący siebie samych i swój rozwój; pracujący w ciągłym stresie, w presji czasu, niezdrowych relacjach międzyludzkich. Pod koniec dnia nie mają już siły na aktywność fizyczną, a w ciągu dnia nie mają czasu na spokojny zdrowy posiłek – mają szczęście jeśli uda im się coś zjeść w biegu, albo w samochodzie. Sami przychodzą i proszą, żeby coś im dać, coś co będzie kontrolowało nadciśnienie, bo oni świetnie zdają sobie sprawę z błędów jakie popełniają jeśli chodzi o dietę itd., ale po prostu nie mają jak zmienić swojego życia. I tak rzeczywiście jest – pisanie i mówienie o zmianie jest fajne. Ale realizacja różnych zmian w praktyce, w tak trudnej rzeczywistości jaką przyniosła nam trzecia dekada XXI wieku to już inna sprawa. I wiem to bardzo dobrze, bo przed ostatnie dwie dekady towarzyszyłem tysiącom pacjentów w próbach zmiany i adaptacji do nowej sytuacji zdrowotnej, wspierając ich w procesie zmiany stylu życia. Stopień uwikłania naszego życia w wielopoziomowo oddziałujący na nas stres psychofizyczny (bo to i pandemia, i izolacja społeczna, i regres autentycznych relacji międzyludzkich, sytuacja geopolityczna itd.) powoduje, że wiele z nas potrzebuje wsparcia farmakologicznego także po to, by “wyłączyć” te wszystkie somatyczne konsekwencje przewlekłego i ostrego stresu. I proszę mi wierzyć – takich problemów nie jesteśmy w stanie rozwiązać z pacjentem nawet w ciągu godzinnego spotkania.

To tutaj jest miejsce budowania wspólnoty – wspólnoty państwa, społeczeństwa, wizji przyszłości do jakiej chcemy zmierzać. Dlatego na koniec już muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z prowadzonymi ostatnio kampaniami pt. nie obrażaj medyka. Dla mnie osobiście to kolejne stawianie ścian. Bo nie widać na tych filmach źródeł agresji pacjentów – a ta też się skądś bierze; nikt tam nie mówi jak czuje się ktoś kto płacąc składki i podatki czeka na wizytę miesiącami i napotyka rożne bariery w dostępie do ochrony zdrowia. Tu jest właśnie miejsce na to aby stanąć wspólnie po jednej stronie, a nie po różnych stronach. Tu jest właśnie miejsce na medycynę umysłu i ciała. Ale z tym jest jak z naszą państwowością – albo będziemy rozmawiać o pewnych rzeczach i twardo zmieniać rzeczywistość w pożądanym kierunku, albo możemy zapomnieć o wszystkim, pójść na piwo godząc się na przejściowość naszej państwowości, a w przypadku ochrony zdrowia narzekać, że lekarze nie zalecają zmiany stylu życia.

To koniec 2021. Życzę nam wszystkim samego dobra w 2022 i odwagi do mówienia o zmianach i ich wprowadzaniu – wspólnie.

Pokaż więcej powiązanych artykułów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także

Życzenia świąteczne